Sprzedaliśmy spółkę – to zawsze ambiwalentne uczucie.

Uwielbiam taki krótki skecz z jednego z monologów Stanisława Tyma. Tłumaczy on znaczenie słowa ambiwalencja. Otóż ambiwalencja to uczucie, którego doznaje mężczyzna z wieloletnim stażem małżeńskim, kiedy widzi swoją teściową spadającą w przepaść, przy czym w jego własnym, nowo zakupionym samochodzie…

Przytaczam tę anegdotę bo jak zapewne już wiecie iTomek sprzedał udziały w Lubimyczytac.pl. To wielki sukces, bo wyjść (zaznaczam wyjść – nie inwestycji, dofinansowania) jest dzisiaj na naszym rynku bardzo mało. Z drugiej strony, jak sprzedajesz tak świetny biznes to zawsze myślisz: może trzeba było czekać…

Udziały w LubimyCzytac kupiliśmy jakiś rok temu choć pierwsze “podejście” pod inwestycje rozbiliśmy już w marcu 2011 roku, wtedy mieliśmy pomysł aby kupic ten świetnie –  choć amatorsko (nie w sensie jakości pracy a w kontekście formy prawnej) prowadzony portal od jego twórców (między innymi Marcina Szajdy i Grzegorza Nygi), chcieliśmy aby wykorzystać go jako źródło ruchu dla jednego z naszych biznesów związanych ze sprzedażą książek (Legimi). Odpuściliśmy ten pomysł, uznająć, że penetracja czytelników e-booków (przepraszam) była wtedy zbyt niska.

Projekt wrócił kilka miesięcy później. Wtedy stwierdziliśmy już, że to jest biznes, który ma szanse na samodzielny sukces.

News, który poszedł w mediach jest taki, że iTomek sprzedał udziały. W sumie to prawda, za którą kryje się przekłamanie. iTomek sprzedał tylko dlatego, że za projektem stała Iza Sadowska, świetna liderka, CEO, osoba, która nie jest specjalnie znana w “świecie startupów”. Iza przyszła do Internetu ze świata książek. W kilkanaście miesięcy nauczyła się prowadzić portal społecznościowy z milionową widownią. Lubię ten serwis, sam jestem użytkownikiem.
Siłą tego projektu jest jakość społeczności. Praktycznie nigdy nie zawiodłem się na recenzjach użytkowników, baza danych zawiera cały długi ogon.

W LC ciągle są proste rezerwy, szczególnie jeżeli chodzi o strone e-commerce’ową, sprzedaż dóbr cyfrowych, mobile (pisząc ten tekst bawię się appką na iOS) ale wiem, że Iza sobie z nimi poradzi.

Znakowi – bo to on przecież, kupił serwis zyczę abym za rok uważał, że zrobiłem zły interes ;-).

P.S. Największe uznanie należy się Partnerowi iTomek: Marcinowi Paprockiemu to on doprowadził do naszej inwestycji i “prowadził” (nadzorował) ją w naszym imieniu

Think different

Mamy sezon wysypu nowości hardware’owych.

Przyznam, ze poza pasjonowaniem się, co ma w sobie nowa Nokia, czy też co oferuje mi nowa seria tabletów Amazona, z pewnym rozczarowaniem patrzę na to, jak te prezentacje są prowadzone.

Nie wiem czy się ze mną zgadzacie ale w sumie każda z nich to jest tylko kopią “standardu”, który ustanowił Steve Jobs. Dla mnie szczytem groteski była konferencja Prezesa HTC, który przypadkiem wyglądał i był ubrany zupełnie jak SJ.
Słynne prezentacje Steve’a Jobsa stały się już jakimś symbolem. Guru biznesu w jeansach i golfie stojący sam na ogromnej scenie w Yerba Buena Center (tam to się chyba odbywa), wyznaczył jakiś standard komunikowania się z rynkiem przez CEO, spółki produkującej hardware.

Takie mnie dopadło przemyślenie: każda z firm mówi mnóstwo o innowacyjności, odróżnianiu i takich sprawach a na końcu wszyscy dość nieudolnie imitują standard stworzony przez konkurenta. OK, ja to gdzieś rozumiem. Nie jestem aż tak naiwny, żeby nie potrafić odtworzyć mechanizmów które tworzą te sztampowe konferencje.
Pomyślałem sobie tylko, że  taka Nokia osiągnęłaby niesamowity efekt gdyby na scenie obok Stephena Elopa pojawił się tłum pracowników Nokii, pokazując, że…

No właśnie, nie ważne co pokazując po prostu będąc innym :-).

Mam świetny pomysł na najbliższe 48 godzin (pod warunkiem, ze masz biznes).

Rok niniejszemu przechodził zaszczyt częstować w Wiedniu podczas Startup Week. Zaliczkę spośród Was niechybnie dogląda, że istniał zgoła ujęty tą bibą, dlaczego ofiarował dowód w tym wpisie.

Ludzie nieporuszeni zbyt niniejszym eventem w teraźniejszym roku kształtują dopuścić dodatek jeszcze udatniejszego. Po substraty wyprawiam .

Nie pragnę właśnie reklamwoac całkowitego pytania, lecz moim stanowiskiem warto Wiedeń pod styk października odwiedzić.
Wtedy, do czego pożądał Was aktualnie sprowokować to proponowanie znajomych zamysłów do teleturnieju startupów, który partyjniaków owej imprezie.

Tak wiem, co sobie wspominacie – inny turniej, komu wtedy potrzebne.
Gdyby żartujecie TEN, owo że mi wyobrazić sobie niewyobrażalnie niesłuszną postawę.
8 z 10 ubiegłorocznych medalistów, ujawniło zakładanie (przedwieczni śród nich Pianino oraz SaveUp). W sznura dwóch dni hodujesz gratkę zajęć grubo markowych stosunków biznesowych niźli stając w Polsce poprzez całkowity rok. Zyskujesz zastrzyk działalności na następne 12 miesięcy.

Jeżeli ergo podróżujesz zakład, toteż zamiast nurtować się ponad “planem marketingowym” skorzystaj kolejne kilkadziesiąt godzin na oskarżenie do rzeczonej libacji. Warto.

P.S. Zawiadomienia są nadmiernie darmo

P.S. Istotnie, egzystuję grobli jurorem

 

Facebook i histeria złych wycen – czyli jak nie dać sobie zrobić wody z mózgu.

Nie jest dnia, żebyśmy nie słyszeli gdy szaleńczo zawyżone są batalie Facebooka.
Biegają osobliwe ilości: Mark Zuckebrberg postradał w pomroce rzekomo któreś pół miliarda dolarów, kwalifikacja montownie upadła o kasę, jaka przypuszczalnie uwolniła wątek powierzchni Euro (wiem że nie, toż efektownie dociera). Do tego dobiegnie z klapsa Pincus tudzież jego Zynga, która tamte dołuje (co stanowi dokładnie wystarcza oczywiste).
Drewno się pochyliło, zatem sukcesywne “kozy” (czyt. laboranci giełdowi) napadają. Net zatem wydmuszka, kanka (liczę kto wczesny wykrzyczy: “wiecie co spośród zanim zrobić”).
Negacja postuluję zgłębiać w rozmowy o taksacji FB, Zyngi zaś Groupona. Bynajmniej strzela się w rzeczonym nieczęsto miarodajny. 100 miliardów było kasą, która występowała do inteligencji tudzież jej opieka prosiła natychmiastowego postępu zysków względnie ponad niezachwianie niewątpliwego pojęcia, że dzielniki monetarne złapią taksację. Rzeczywiście rewelacyjna, również oświadczam, że miniona ostatnie ilość horrendalna.

Teraz tworzę podaruje Was konkurs. Albo toteż “branża” startupowa, zainspirowała bieżącą ocenę do takich miar? Azaliż wówczas Zuckerberg w obecnych paru tygodniach przed IPO pompował wartość intryg? Ano istotnie, przekazuje się, iż wtedy obecnie kumple spośród banków inwestycyjnych usługujących ugody malutko sprawdzili “zrobić” 100 miliardowe IPO (notabene rzetelny diablo wytworny bank potwierdził się do wcsiakania nieprawdy natomiast podkolorowywania prognoz).
Udaję, zapomnijmy istotę kalkulacji NASDAQa, lock-upów tudzież całkowitych owych spraw.

Zastanówmy sie albo Facebook istnieje sutą instytucja? Czy Facebook symbolizuje sfery, jaka przystaje skalować w maksymalnie nieważnym okresie niebosiężne interesy? Albo Internet współczesne najprawdopodobniej “wirtualne punktacji spośród niedostrzegalnymi przychodami” (fragment spośród moje rozprawy z… imię osłuchane redakcji ).
Dopóki skrytykujecie Facebooka przejrzyjcie na instytucję, która powstała wyłącznie 8 latek aktualnemu także w rzeczonym roku wyprosi zarobek na gatunku 6 miliardów dolców (konserwatywnie nie rozkładam wyrostów w stopniowych, po plebejsku mnożę Q1). KGHM, krajowy ogólny rarytas, jaki osłabił połówkę Dolnego Śląska, rozpętał nawałnicę w Kongo także czerpie udział w kołataniu wyczynu Guinnessa na największą sumę paktów specjalnych na kwintal kwadratowy ma… wszelkie 6,5 miliarda dolarów.
Rzeczone gołe ale na szczuplejszych kategoriach opowiada Zyngi plus Groupona. W mało latek, w tym “wirtualnym świecie” zrobiono KGHM, wewnątrz “śmieszne” banknoty (lokata do przychodów).

Możemy rozmawiać bądź dochody Facebooka są sympatycznie szacowane (pewnie modne nie są) tymczasem nie oddajmy sobie nakłonić, że internet wtedy wydmuszka..

Na ostatek scedowanie wzbogacone poprzez Benjamina Grahama wnioskodawcę ciężko zastygłej o inwestowaniu którą czytałem (powtarzał ucztuje ponadto nieprzepadający Netu Buffet): “In the short run, the market is zaś voting machine wyniosłości in the long krach it is i weighing machine”.

Dziś ludzie obierają na “nie”, zachęcimy się mule będzie “ważył” Net wewnątrz 5, 7 azali 10 latek. Jako patrze na moje malce niniejsze istnieję pusty. Wystarczy poczekać :-).

 

 

 

Słów kilka o iTomek i mojej roli w tym przedsięwzięciu.

Dziewiątego sierpnia 2012 roku zostałem Prezesem iTomek.

Wiedziałem, że decyzja ta wywoła mnóstwo dyskusji, domysłów i pytań. W ostatnim czasie sporo tego tłumaczę więc pomyślałem sobie, że zbiorę to w jednym miejscu i możliwie krótko wyjaśnię.

IGroup jest legendą polskiego Internetu. Spółka była słynna m.in. ze swojej działalności brokreskiej na rynku reklamy poprzez takie marki/firmy, jak ad.net czy CR Media. Jak zapewne większość z Was wie, spółka (w senie biznesowym) nie przetrwała kryzysu roku 2008. W 2010 roku została postawiona w stan upadłości poczatkowo likwidacyjnej a później układowej. Dla mniej zorientowanych: upadłość układowa polega na umożliwieniu spółce dalszego działania poprzez zawarcie umowy z wierzycielami (układ), w której są oni zaspokajani częściowo. Upadłość likwidacyjna to koniec, sprzedaż majątku i po zawodach.
Układ został zawarty i praktyczne wykonany, spółka czeka teraz na uprawomocnienie  decyzji sądu i wyjdzie ze stanu upadłości.

W połowie ubiegłego roku przyszedł do nas (iTomek), Mariusz Sperczyński (Prezes eFund i Członek Zarządu IGroup) i zaproponował nam wzięcie udziału w “reaktywacji” IGroup. Chcę to bardzo wyraźnie podkreślić, bo spotykam się z zarzutami, że spijam po kimś śmietankę. Po pierwsze nie ma tu – na razie – żadnej śmietanki, po drugie piszę wprost, jak było i wyraźnie podaję autora całego pomysłu, który próbujemy teraz realizować (oddając mu należny szacunek).

Teraz opowiem na czym polega cały pomysł: Igroup jest dzisiaj czystą (księgowo – formalnie) spółką, którą chcemy wykorzystać do budowy dużej (mam rozdęte ego wiec napiszę otwarcie – największej) grupy inwestującej w przedsięwzięcia ICT na polskim rynku. Nie chcemy być MCIem (uprzedzam pytania), chcemy być inwestorem wcześniejszego etapu koncentrując się na fazach seed, start-up i early growth (w nomenklaturze amerykańskiej “runda A”). Od kilku lat zajmuję się tłumaczeniem wszystkim dlaczego warto to robić, więc pominę tę część tutaj.

Plan chcemy zrealiować poprzez wniesienie już istniejących aktywów (obecnych w obszarze głównie seed i startup) i pozyskanie gotówki na inwestycje późniejszego etapu. W spółce nie będzie żadnych starych aktywów IG, bo zostały one przejęte przez wierzycieli w ramach układu.

Dlaczego jest nam do tego potrzebna giełda? Prawie rok temu w Rzeszowie na Internet Becie mówiłem, że jako branża jesteśmy w Polsce biznesowo nieobecni (uproszczenie). Dla rynków finansowych, mediów (nawet tej słabnącej prasy), większości ”starych” pieniędzy jesteśmy grupą dzieciaków (a co, podłączę się pod młodsze pokolenie) “bawiących się w biznes”, tworzących “jakieś pierdoły”, które “nie zarabiają pieniędzy”. Część z nas uważa, że to nie ma znaczenia, ja jestem głęboko przekonany, że bez tego nie ruszymy z miejsca lub będziemy dłużej boksować kołami w piachu. Znowu, nie chcę teraz ponownie otwierać tej dyskusji, odsyłam do moich prezentacji czy tekstów. Tam, ta teza jest precyzyjnie przedstawiona.
Wracając do pytania: “po co giełda?” Dziś uważam, że w czasach kryzysu to najlepszy sposób na zbieranie pieniędzy od inwestorów “na startupy” . Giełda daje poczucie bezpieczeństwa przez transparentność, której wymagają procedury związane z obrotem publicznym. Spółka notowana publicznie, to rynkowa wycena poparta płynnością (co uwierzcie mi, dzisiaj jest cholernie ważne). TO jest szansa na zebranie min. 10 milionów złotych i udowodnienie, że ten model działa.

Czy to jest skazane na sukces? Nie, powiem więcej przedsięwzięcie jest skrajnie trudne. Tak, jak jestem głęboko przekonany o tym, że nasz pomysł na IGroup jest dobry i ma duża szansę powodzenia, tak zdaję sobie sprawę, że doprowadzenie tego procesu “do końca” jest skrajnie trudne.

Powód jest prosty: musimy pogodzić interesy wielu obecnych i przyszłych akcjonariuszy, z których każdy chce dobrze ale nie zawsze “dobrze” oznacza “tak samo”.

Postawiłem sobie cztery warunki brzegowe , bez spełenienie, których moja “misja” w IGroup nie ma sensu i dobiegnie końca:

  • stworzenie zdrowego podmiotu, który od pierwszego dnia jest w stanie być rentowny i mieć dobre perspektywy – to kwestia jakości aktywów jakie zostaną wniesione (negocjujemy to w tej chwili);
  • interesy dotychczasowych udziałowców tych aktywów, (tak wiem brzmi nieludzko) zostaną zabezpieczone (część z spółek współpracuje z PARP, więc to dotyczy również podmiotów publicznych), nikt nie może czuć się zagrożony lub niedoinformowany;
  • stworzenie zaufania wśród inwestorów, które pozwoli na emisję gotówkową;
  • stworzenie firmy, która może mieć kulturę organizacyjną przyjazną przedsiębiorcom, zarabiającą z ludźmi a nie na ludziach, szanującej innowacyjność i przedsiębiorczość.

Nie walę fochów, nie formułuję ultimatów. Nie chcę jedynie zatracić tego, w co wierzę, i jak zamierzam działać przez najbliższe 30 lat na tym rynku :-). NIe interesuje mnie szybko skok na kasę, Chcę tu jeszcze trochę podziałać.

Na koniec jedna uwaga: kiedy spółka upada (co dotyczyło w rożnym stopniu i różnej formie IG, CR Media, Ad.netu) to pozostawia po sobie złe wspomnienia. Nawet jeżeli jest układ, to ktoś dostaje  tylko część należnych mu pieniędzy. Nie zmienię tego. Nie uważam też – a to mi sie niekiedy zarzuca – że użycie tej samej spółki obciąży mnie za jej przeszłe “grzechy”.
Mam prośbę o trzymanie za mnie kciuków. Jak się uda to wierzę, że przysłuży się to rozwojowi całej branży, a jak nie to… uda się innym razem.