Applefobia – bo o niej mowa to nowy blog poświęcony antyApple. Jak sam o sobie pisze (imć Ogrodnik January bo personaliów nie podaje a ja nie CBŚ i niezbyt zainteresowany to nie będę namierzał ;)):
Bezczelnie, brutalnie i złośliwie o produktach i filozofii Apple. Sama podłość :-)))
Oryginalnie? Nie. Chwytliwie? Tak.
Czytam w sumie od startu, na początku było zabawnie ale teraz to już dla mnie samo czytanie jest męczące. Ile to może powstać błyskotliwych tekstów kpiących z czarnego golfa, uścisku śmierci czy białego iphonea … no jak widzę aż do bólu ;) Oczywiście idea jest prosta, hejtowanie bardzo dobrze się sprzedaje i jest medialne + połączenie z Apple daje nam sporą grupkę ludzi „plusujących” takie treści. Bo „wojna” M$ vs Apple trwa od momentu powstania obydwu firm.
Ekspansja?
O ile takie treści można postrzegać przez pryzmat pewnego, swoistego, poczucia humoru o tyle kolejne przedruki w vbeta.pl (no tam to w sumie ekhm ekhm ;)) o tyle już w gazeta.pl budzi pewną zgrozę. Rozumiem publicystykę ale napędzanie spirali antyapple jest już trochę niesmaczne.
Emocje
Oczywiście życie nam pokazało, że na negatywnych emocjach da się odnieść w PL sukces. Początki Kominka (nic do niego nie mam, stwierdzam tylko fakt przypominając jego mroczną przeszłość ;)) są niektórym znane. Jest jeszcze kilku blogerów, którzy również poszli tą drogą ale o tym może innym razem. Jak to się mówi mianem Twojej wielkości jest liczba antyfanów ;) Tak to jest, że zapamiętujemy postacie wyraziste, a wyrazistość najłatwiej budować na pierwotnych emocjach.
Czemu k#@% nie można wybić się na byciu miłym? Czemu mi zamykają szansę „kariery” ;) Tu nie chodzi o asertywność bo taką posiadam, po prostu nie odczuwam satysfakcji w wygarnięciu każdemu tego co o nim myślę (tutaj wyjątek dla Ogrodnika, może czuć się zaszczycony ;)) … bo po co, szkoda mojego czasu i energii. Dlatego trudno, mi pozostają alternatywne ścieżki rozwoju popularności ;)
Przy czym, i tu zaznaczam, nie jestem antyfanem Ogrodnika Januarego, po prostu mnie to już (w sumie to dopiero) nie bawi. O ile w polityce łatwiej o hejtowanie bo liczba zmiennych jest spora o tyle w przypadku Apple Steve ma swoją żelazną listę dziwactw i rzadko dochodzą jakieś nowe.
Ogólnie bawi mnie nowy nurt artykułów „Zobacz co wypuścił dany producent i porównaj to do iPhone / iPad / Macbooka a najlepiej to jeszcze napisz XXXkiller„, co wynosi Apple na jakiś piedestał, z którego należy na siłę go obalić, bo tak.
Agree.
Ostatnie wpisy na applefobii zieją nienawiścią wręcz. Apple ma przecież co jakiś czas wpadki, po co na siłę szukać ich tam gdzie nie ma przedstawiając argumenty „haha, bo tak”..
Coś mną trząsa wewnętrznie jak ktoś podaje linka do nowego artykuły, którego poziom jest zerowy…
„Nowy blog”? Że co proszę?? :P
W tym momencie sam sobie wykazałeś, że posiadanie literki „i” z przodu to religia.
13 maja 2010, mniej niż rok to dla mnie nowy ;)
Daleko idąca interpretacja, o charakterze bloga mówi jego treść a nie akurat przedrostek. Applefobia ma w nazwie formę zaburzenia psychicznego – Fobię – tym się lepiej martw ;)
No to widzę, że parę osób ma kompleks oblężonej twierdzy :-) Mili moi, Applefobia nie jest blogiem haterskim, jest blogiem prześmiewczym – a to ogromna różnica. NIGDZIE nie znajdziecie tam nienawiści, nawoływania do agresji czy oskarżania Steva o przestępstwa. Kpina, szydera, burleska – jak najbardziej i to po bandzie, ale skoro macie problem z akceptacją takiej formy, to być może warto zastanowić się nad swoim dystansem do świata rzeczy martwych.
Zauważcie również, że nie głoszę wyższości żadnej konkurencyjnej firmy. Nie ma u mnie haseł „X rządzi” ani „Apple to syf”. Nawet nie piszę jakiej marki mam laptopa czy telefon, choć to aż się prosi u „hatera”. Z wyjątkiem przypadków porównania konkretnych parametrów technicznych nie stosuję generalnej tezy o „najdebeściejszości” czegoś innego.
A czemu Apple? Ano właśnie ze względu na wyjątkowość subkultury tej marki – widoczną gołym okiem przesadę w gloryfikacji wszystkiego co od jabłka pochodzi. A to przecież tylko martwe przedmioty i garść bajtów. Wiem, że Wam to nie w smak, ale chyba stać Was na trzeźwe spojrzenie od czasu do czasu?
Pozdrawiam i więcej poczucia humoru życzę,
ogrodnik.january
Ale Ogrodniku drogi, to się po prostu robi nuuudne ;) Wszystko sprowadza się do tego, że gloryfikacji marki może i jest ale nie u nas w Polsce, u nas za przeproszeniem mamy to generalnie głęboko w … poważaniu ;) Pisz po angielsku czy coś, u nasz fanboyów można policzyć na palcach u rąk a Twoje wpisy generalizują, że jak lubię Apple to jestem już zaślepionym wyznawcą.
A co do laptopa to nie wciskaj kitu bo dałeś dużą fotkę co masz w jednym z wpisów ;)
Piszesz tutaj odezwę do fanboyów co sprawia wrażenie, że nie czytałeś tego tekstu dokładnie bo napisałem w nim jakie mam do Ciebie „zarzuty” (jeśli w ogóle można to tak nazwać). Ot wszedłeś, zobaczyłeś nagłówek wpisu i odpowiedziałeś z szablonu.
Guzik tam, przeczytałem cały artykuł i komentarze :-)
Zarzut nudy jest najcięższego kalibru – rozrywka nie może nudzić. obiecuję poprawę :-)
Pisanie po angielsku mija się z celem, bo komentuję rzeczywistość w której żyję – tu i teraz. Zresztą fanbojstwa na zachodzie jakoś niewiele, bo tam sprzęt Apple jest osiągalny dla każdego – to tylko kwestia wyboru.
U nas, gdzie Apple jest „paaanie… za drogi” często nabycie sztuki tego sprzętu daje posiadaczowi impuls do bycia pępkiem świata. Nie każdemu oczywiście, bo znam wielu ajfoniarzy i macuserów, którzy w żaden sposób nie łączą marki swojego sprzętu z poczuciem wyższości. Zresztą przecież sam zapewne dostrzegasz zjawisko fanbojstwa i jego szkodliwość (bez względu na markę) w międzyplatformowym porozumieniu. Na litość boską, fascynujmy się technologią, nie logotypem. Futbol – tak, kibolstwo – nie :-). Jadę głównie po tym jabłkowym kibolstwie i po zadufanej w sobie firmie z Cupertino – ośmieszając, nie walcząc.
A na fotce jest mój PIERWSZY laptop z 2001 roku – wciąż ze mną. Moim aktualnym się nie chwalę. Może za 10 lat…
No chyba że tak ;)
Owszem na zachodzie, w tym najbardziej w USA gdzie Apple jest tanie jak barszcz owszem cenowo to niski pułap ale ogólnie Hamerykanie lubią się „podniecać” i mieć swoje kulty, więc tam fanboyów jest sporo.
U nas nie myl fanboystwa ze … snobizmem ;) Jak taki „japiszon” kupi o nas Apple to i tak dużo nie wie o technologii i na równi jest fanem Apple i jakby kupił 11 calowego Soniacza za 10 000 z włókien węglowych.
Apple owszem jest zadufane w sobie … ale tak ma 99,99% korporacji technologicznych, marketingowy bullshit must go on ;)
Fakt faktem, na początku Applefobia była śmieszna, czytałem ją dla zabawy a jednocześnie na codzień używam ‘zabawek’ Apple.
Niestety poziom moim zdaniem spadł i nowe teksty są dla mnie żenujące.
Prowokacja blogu ‘anty’ się udała, czytelników masz pewnie sporo, Ogrodniku ; )
NIe narzekam, odwiedzin jest moc. A żeby było śmieszniej, bardzo wielu czytelników to applemaniacy – w pozytywnym sensie :-)
A ja się nie zgadzam, nie uważam tego za zianie nienawiścią, a za dobry humor i wyśmiewanie zadufania w sobie firmy Apple i ślepoty applefanów. Podobnie uważam, że firma ta jedzie głównie na marketingu, a ich produkty są po prostu przeciętne [często słabsze od konkurencji], przereklamowane, podejście do developerów beznadziejne etc etc [ukrócając dyskusję - stać mnie i tak miałem w ręku i nawet używałem długo, choć wolałbym krócej].
Nuda – no cóż tutaj nigdy nie będzie nudno :) Apple przynajmniej raz w tygodniu zachwyca nas jakimś babolem (często nazywanych przez nich udogodnieniem) – jak nic stosuję filozofię – „this is not a bug, this is a feature” i zawsze mnie to będzie śmieszyć, podobnie jak znaczna grupa użytkowników, która to łyka jak pelikan cegłę i jeszcze bije brawo [podkreślam - NIE WSZYSCY!!! - część korzysta bo np. gierki na iphone są o niebo lepsze niż na psp, tańsze itd - no ale to nie jest konsola do gier - co do roli iphone jako (smart)phone to już inna sprawa].
Jednym słowem – mnie śmieszy to co robi Apple – nie przestaje tego robić więc nie za bardzo jest powód się przestać śmiać z tego.
A skąd popularność Jabłka ? – no cóż Krzysztof Ibisz też jest popularny…
ech, ogrodnik jest już wszędzie (strach otworzyć konserwę :D ) i jak zwykle broni się swoim poczuciem humoru vs. brak takowego u innych.
na początku może to i było zabawne (choć głupawe) ale w sytuacji gdy autor w swoich tekstach całkiem otwarcie kłamie na temat funkcjonalności urządzeń z jabłuszkiem aby mieć z czego kpić to jest raczej chore niż śmieszne.
z tym brakiem nienawiści to też bywa różnie…